| |
daj mi wiosnę 2011-02-23
Marzę o wiośnie... o intymności o wyprawach na dwóch kołach przed siebie i polaciach trawy do leżenia wokoło. Zima wciąż nie daje odetchnąć, piękna ta biel, lecz stanowczo za długa. Praca nie spełniająca oczekiwań, nuda przedmonitorowa przygnębiająca. Z ludźmi ma tak mało wspólnego, to takie żałośnie dzisiejsze, nieszczęśliwe. Takie przymusowe z własnej woli i cudzego pędu, ekspansji techniki, w której nie potrafimy żyć. Gdzie podział się człowiek, nasze rozmowy do rana, spotkania, obiady w gronie przyjaciół. Wypady gdzieś za miasto i czasem udawanie kogoś sprzed setek lat. Co się stało z moim kadrem. Tęsknię za tym spod ton papierologii, druków paragrafów. Fascynujący są ludzie nie kartki i reguły. Ich spojrzenie, uśmiech, rysy pod oczami. Tęsknię za wnikaniem głęboko w siebie w nas w innych, za czytaniem wierszy, recytowaniem spotkań i pijackim bełkotem czasem też. Wszystko stało się takie ograniczone. Dlaczego? Przez jeden chybiony wybór, przez człowieka nieznającego granic, pozbawionego empati. Czasem chce mi się płakać, wyrwać się z tego marazmu. Muszę się wyrać... Czemu nie jest łatwo dotknąć, otworzyć się... Czy mogę osiągnąć wreszcie własne ja ? Odgraniczyć ja od "inni" "oni" . Jak prosto zniszczyć kogoś, czyjeś marzenia pragnienia. To dociera z czasem, w momencie gdy wszystko jest jasne i czarno białe, jak bardzo przestało się być i żyć. Czas w końcu umówić się z S. zrobić to co trzeba o czym się marzy i rezygnyje z powodu niezróważonego psychicznie drania. Spełnić dawne marzenia wrócić do punktu w którym odpłynęło się w gęstswinę meandrów samotności i absurdu idiotyzmu. Chcę spojrzeć jeszcze miliony razy w słońce w ciebie w deszcz i ciepło i czuć miliony drżeń na drodze ku celowi życia... Chcę wybrać swoją drogę. Powrócić na nią, z bagażem i pragnieniem pójścia dalej i iść, aż na kres świata.
skomentuj (0)
|
|